Czysto teoretycznie prezesura kluczowego klubu żużlowego w regionie, to przepustka i dobra pozycja startowa w wyścigu o miejsce na politycznych salonach. Od wielu lat - i na własny rzecz jasna użytek – rozgryzam sens oraz istotę nadwarciańskiej polityki. Bogiem a prawdą, nie mam żadnego rozsądnego objaśnienia jej specyfiki, ale wiem doskonale, że kręci się wokół stadionu żużlowego. Gorzowska polityka jest tak specyficzna, że trudno ją porównać do każdej innej – tej w Zielonej Górze, Szczecinie czy Poznaniu. Mieszkańcom weszło w krew, że mamy polityków innych, bo promieniują czymś nie do przeoczenia, i wcale nie chodzi tu o inteligencję, ani nawet alkohol. Są po prostu inni: ci lokalni, regionalni oraz eksportowi do Warszawy. Trzeba powiedzieć jasno – są przaśni oraz trochę pszenno-buraczani. Nie chcę się kreować na Wyrocznię Delficką i sędziego w jednym, lecz od dawna świerzbią mnie palce na klawiatur...
STREFA WOLNEGO SŁOWA To nie jest gazeta, radio ani telewizja, ale prywatny blog, podobnie jak poglądy tutaj prezentowane - choć publiczne - są prywatnymi autora.