Przejdź do głównej zawartości

Poseł jednak żyje i nikt go nie porwał...

Okazuje się, że gorzowski poseł Platformy Obywatelskiej nie został porwany, nie padł ofiarą terorystycznego zamachu, nie jest chory, a nawet wciąż jest parlamentarzystą. Sejm stał się przystanią dla bezpłciowych lanserów, którzy mają zasłużone sukcesy w sporcie, lecz nie mają pojęcia o polityce. Istnieje wśród komentatorów skłonność do oskarżania polityków o niepowodzenia, ale rzadko kiedy oko uwagi koncentruje się na tych, którzy okazji do niepowodzenia nawet nie szukali. Zwala się winę na rozmaite porażki posłów i senatorów, ale nie podejmuje się tematu tych spośród nich, którzy nie mają ani porażek, ani sukcesów, ani jakiejkolwiek aktywności...


...bo dla posła Tomasza Kucharskiego poselski mandat jest tym, czym dla ślepej kury ziarno, ale ona przynajmniej znosi jajka, a gorzowski „polityk” jedynie wysiaduje sejmowe grzędy i gorzej niż kogut - który dużo pieje ale nic nie może - on nawet nie próbuje.
        
        „Zapiał” pierwszy raz po wielu miesiącach w Radiu Gorzów, ale z trudem z „mowy trawy” wyciagnąć esencję. Pozostaje cieszyć się, że poseł Kucharski po prostu żyje. Rzut oka na sejmowe statystyki na to nie wskazuje, ale potwierdza iż pieniądze przekazywane na jego uposażenie i biuro, to marnotrastwo, a on sam zasługuje na miano „politycznego naciągacza”, którego wyborcy będą musieli jeszcze przez trzy lata utrzymywać.

Wystapienia na posiedzeniach Sejmu – 0. Interpelacje, zapytania, pytania w sprawach bieżących – 0. Przynależność do delegacji parlamentarnych – 0.

     Wciśnięty w zbyt duży „garnitur polityki”, ustawiony pomiędzy dnem swojego politycznego obycia i emocjonalnej inteligencji, a sufitem mozliwości, robi minę do gier, których kompletnie nie rozumie. Z całej obfitej aktywności posła Kucharskiego, na uwagę zasługuje przynależność do Zespołu Parlamentarnego Języka Esperanto.

      Ocenianie parlamentarnej aktywności Kucharskiego nie ma sensu, ta bowiem nie istnieje. Zastąpiła ją strategia sformułowana przez Nikosia Dyzmę: „Trzeba się nawpier...ć, zanim mnie wypier...ą”, a słuzyć ma temu podpowiedź wprost od Grzegorza Turnaua: „Po cichu, po wielkiemu cichu”, czyli jak kościelna mysz pod miotłą – by nikomu nie podpaść, nie stać się dla nikogo wrogiem – ale po skończonej kadencji wrócić na etat do Urzędu Miasta.

         On nie szuka poklasku, nie uwodzi, nie lawiruje i nie lansuje się w mediach. On po prostu się chowa, by nikt nie zauważył, że jest posłem – tak jak podczas wyborów: nikt nie zauważył, że na posła się nie nadaje. Zamiast posła z Północy, miasto nad Wartą otrzymało „substytut parlamentarzysty” – taką parówkę bez mięsa, piwo bezalkoholowe, schabowe z soi lub sex z lalką.

    Samej Platformie Obywatelskiej taka sytuacja nie przeszkadza, bo zajęta jest reagowaniem na wewnętrzne turbolencje i analizami, kto jest w Lubuskiem silniejszy: oficjalny i bezpłciowy Waldemar Sługocki, nieoficjalny i sprytny Marcin Jabłoński, czy może już najbardziej z nich błyskotliwy i ratujący partię przed słuszną łatką „przekręciarzy” wiceprezydent Warszawy Witold Pahl. Gdy rekiny majtają ogonami, płotka Kucharski podjada z tego co zostanie, a że jest więcej niż na dyrektorskiej posadzie w Urzędzie Miejskim, to z głodu nie umrze.

       Trzeba ubolewać, że lubuscy wyborcy nie są „Herkulesami intelektu”, a zatem myślą, że skoro ktoś jest mistrzem kulturystyki – to udźwignie ciężar bycia radną, jeśli był żużlowcem i trenerem utytułowanej drużyny – to dobrze sobie poradzi na wirażach polityki, a jeśli potrafił olimpijsko wiosłować – to jako poseł nie będzie wiosłował tylko pod siebie.

Wystawiając Kucharskiego na wyborczych listach, Platforma Obywatelska potraktowała swój elektorat jak gesi, którym wpycha się rury do dziobów i zmusza do jedzenia. Podobnie było z eksolimpijczykiem, który został Północy wepchnięty niczym kiepska karma, a teraz wszyscy mają zgagę. 


Popularne posty z tego bloga

Korek, worek i rozporek w polityce ....

Przykład zielonogórskiego rajcy, to inspiracja to głębszej analizy nad wpływem trunków, dziewczynek i pieniędzy na życie publiczne. Mają rację przedstawiciele tajnych służb – tych dawnych oraz współczesnych - że najlepszym sposobem na rekrutację współpracowników jest jedna z trzech przypadłości, które symbolizują: korek, worek oraz rozporek. Inaczej mówiąc: skłonność do alkoholu, finansowa chciwość i słabość do kobiet. Politycy popadają w kłopoty z powodu powyższego najczęściej bez aktywności służb specjalnych … Od lewej: J. Kaczanowski, W. Szadny, J. Bachalski i K. Kawicki … a wspólnym mianownikiem dla ich „ wybryków ” był zawsze alkohol. Jedni przyznają się od razu, inni próbują racjonalizować, a nawet oskarżać, jeszcze inni obracają wszystko w żart. Co ciekawe, kłopoty lubuskich polityków po alkoholu nie mają zabarwienia partyjnego i dotyczą zarówno lewicy, prawicy, jak też partii tzw. środka. "Nie wiem jak doszło do tego zdarzenia. Po wyjściu z lokalu, gdzie u...

Biskup Regmunt wyszedł zamiast Jezusa...

Kościół instytucjonalny oraz biskupi muszą się nauczyć, że nawet jeśli coś brzmi dla nich bardzo obco i niezrozumiale, to nie oznacza to automatycznie herezji, wypaczenia i  dewiacji. Dzisiaj radosny obiad w gronie rodzinnym może nieść większe przesłanie niż transparentny udział w tym lub innym nabożeństwie. Wiernym potrzeba manifestacji poszanowania i pokory, a nie manifestacji przeciw herezjom… Biskupi dalej cieszą się opinią posiadających moc afrykańskich szamanów, a politykom łatwiej skryty- kować konkurenta niż szefa diecezji... Nie można odbierać ludziom prawa do manifestowania swojej wiary i przynależności do tej lub innej konfesji. Z drugiej strony – Kościół jawi się wszystkim w glorii fizycznej siły, instytucjonalnej potęgi oraz panowania nad tłumami, choć Jezus Chrystus był słaby, pokorny i mniej elokwentny niż najmniej rozgarnięty proboszcz. Z definicji uroczystość Bożego Ciała miała być manifestacją Sakramentu Eucharystii, ale – jak to w Polsce bywa - stała si...

Pacjent Lindy H. obciął głowę żonie. Czy marszałek zetnie głowę dyrektora Szmita ?

Ta historia potwierdza tylko tezę, że Gorzów jest prawdziwie dziwnym miastem w którym wydarzyć się może wszystko, co nie ma szans wydarzyć się gdziekolwiek indziej. Tutejsze „ elity ” są tak pewne siebie, że z narażania mieszkańców na niebezpieczeństwo rezygnują dopiero po medialnej nagonce, bo inne fakty nie zmieniają wyrazu ich niezmąconych myśleniem twarzy. Oto znana na całym świecie medyczna oszustka Linda H. – a wcześniej znana jako Linada Astor lub profesor Poddubiuk –znajduje sobie miejsce w Pogotowiu Ratunkowym w mieście nad Wartą, które podlega marszałek województwa ... FOT.: Radio gorzów/LubuskiePL ... a szef tej placówki – znany celebryta, lanser i najważniejsze: Wojewódzki Konsultant Ratownictwa Medycznego Andrzej Szmit , bezmyślnie oświadcza coś, co w innym mieście – w którym media dostrzegają nie tylko sytuacje, ale również winnych ich zaistnienia – całkowicie by go skompromitowało. W Gorzowie jest inaczej – posredni winny staje się bohaterem i nie ma sobie nic d...