Pozornie, gorzowianie mają ciężki orzech do zgryzienia: Wójcicki czy Wilczewski? Pierwszy ma zasługi i dokonania, za drugim stoi potężny aparat partyjny Platformy Obywatelskiej. Ci ostatni są wyjątkowo silni, bo umocnieni dobrym wynikiem do Rady Miasta.
Nie piszę tego, aby stawać
po stronie jednej partii i być przeciw drugiej. Raczej po to, aby uświadomić
niezorientowanych, że jeśli jest wybór pomiędzy kandydatem partyjnym i
bezpartyjnym na stanowisko prezydenta Gorzowa, to zawsze lepiej postawić na
bezpartyjnego. Przez lata, gorzowianie doskonale to rozumieli: wybierali Tadeusza
Jędrzejczaka, bo pogonił pazernych działaczy SLD, stawiali na Jacka Wójcickiego,
ponieważ rozmawiał ze wszystkimi, którzy chcieli i mogli zrobić coś dobrego dla
miasta. Obaj prezydenci byli skuteczni, ponieważ nie mieli na sobie partyjnego garbu.
Dzisiaj jest inaczej. Porównywanie obecnego prezydenta z jego konkurentem, Piotrem Wilczewskim, wydaje się co
najmniej karkołomne. Jest kilka „drobiazgów”, które czynią ich kandydatami z
całkiem innych galaktyk. Kiedy Wójcicki zostawał prezydentem, miał za sobą dwie
udane kadencje w roli wójta gminy Deszczno. Nie musiał uczyć się zarządzania
administracją, zamówień publicznych oraz lobbowania w interesie samorządu,
któremu szefował. Z Wilczewskim, przy całym szacunku dla jego korporacyjnego
sznytu, jest całkiem inaczej. Bystrzy obserwatorzy prac Rady Miasta wiedzą,
że nawet tutaj nie odnotował żadnego, mniej lub bardziej spektakularnego,
sukcesu.
Kolejny „drobiazg”, to bezpartyjność i
partyjność kandydatów. Atutem Wójcickiego jest elastyczność, która pozwalała mu
współpracować w latach 2014-2015 z PO, a następnie z PiS-em. Miasto istotnie na
tym skorzystało, a do budżetu popłynęły setki milionów na drogi, halę sportową,
„Kwartał kultury”, zbrojenie terenów czy wreszcie na północną obwodnicę miasta.
Nie ma żadnej pewności, że oddanie całej miejskiej władzy w objęcia PO, będzie
dla Gorzowa dobre. Co najwyżej, można liczyć na to, że nad Wartą
zaimplementowane zostaną patologie, które dobrze znamy z urzędu marszałkowskiego.
Pozytywów nie będzie! Sejmikowa koalicja
wisiała przez ostatnie lata na włosku, ale żaden z radnych wojewódzkich KO z
Północy, nie rozdzierał szat w kluczowych dla miasta sprawach. Efekt? Paraliż
komunikacyjny, który wspierających Piotra Wilczewskiego samorządowców "na poważnie" zainteresował dopiero na trzy tygodnie przed sejmikowymi wyborami. Ba,
finansowanie Filharmonii Gorzowskiej z budżetu województwa, mimo iż starano się
o to jeszcze w czasach prezydenta Jędrzejczaka, możliwe było dopiero po tym,
gdy z rządowych środków zabezpieczył je PiS-owski minister kultury. Pewna radna
obiecywała to w 2019 roku. I tak dalej, i tak dalej.
Tu przechodzimy do kluczowego argumentu za tym,
aby nie oddawać całej władzy w mieście tylko PO. – To oczywiste, że Piotr Wilczewski
jest gwarantem współpracy z samorządem wojewódzkim i rządem – napisała na
portalu X, była marszałek Elżbieta Polak, którą trudno posądzić choćby o
minimalną sympatię do Gorzowa. Dość przypomnieć, że dwie godziny po napisaniu
tej opinii, ale już we Wrocławiu, wypowiedziała się przeciwko takim kandydatom
jak Wilczewski. – Trzeba być doświadczonym samorządowcem. Nie
można eksperymentować. Nie można dawać władzy tym, którzy dopiero uczą
się samorządu – powiedziała, popierając prezydenta Sutryka, który konkuruje z
Izabelą Bodnar.
Z prezydentem Zielonej Góry rozmawiam bardzo
często, bo uważam go za dobrego włodarza. Mam w Winnym Grodzie wielu
wspaniałych przyjaciół. Tam też uczyłem się w liceum. Piszę to, wyprzedzając ewentualne
oskarżenia. One mogą się pojawić, ponieważ uważam, że politycy PO z Zielonej
Góry, świadomie i z premedytacją, ale też za cichym przyzwoleniem swoich
kolegów i koleżanek z Gorzowa, od lat działają na szkodę miasta. Tu znaleźli „pożytecznych
idiotów”, którzy w zamian za „koncesje” w formie etatów, wpływów lub obietnic
promocji na listy wyborcze w przyszłości, milczą lub nawet maskują
antygorzowską działalność. Wiem, a nawet jestem tego pewien, że prezydentura
Piotra Wilczewskiego byłaby kolejną „koncesją”. Dobrą dla aktywnych ostatnio
działaczy PO, bez żadnych korzyści dla „stolicy województwa”. Jeszcze...
Liczby są po stronie obecnego prezydenta i choć
nie otrzyma oczekiwanych „100%”, to zapewne liczy na część elektoratu Romana
Sondeja z PiS. Ten ma tytuł do dumy z siebie, bo jego wybrańcy, a przede
wszystkim eksminister Elżbieta Rafalska oraz Sebastian Pieńkowski, przysłużyli się
miastu jak żadni inni politycy. Dziś władzę w Polsce sprawuje m.in. PO, ale jeśli
prezydentem zostanie Piotr Wilczewski, model współpracy Wójcicki - PiS via. Rafalska, na pewno się nie
powtórzy. Dlaczego? Ponieważ nie będą musieli się starać! Mając władzę w
sejmiku, większość w Radzie Miasta i swojego prezydenta, sprowadzą miasto na
mielizny.
Prawo i Sprawiedliwość ma problem, bo nawet
gdyby chciało formalnie poprzeć obcego sobie ideowo Jacka Wójcickiego, nie może
tego zrobić. Obóz konkurenta natychmiast okrzyknąłby prezydenta mianem „pisiora”, co nijak się ma
do rzeczywistości, ale miałoby swoją wymowę w niektórych środowiskach. Dziwne,
zważywszy na fakt, że PO nie ma żadnych hamulców, aby do wsparcia Wilczewskiego
zaangażować wszystko co jest możliwe: urzędującego wojewodę i marszałka
województwa, partyjnych liderów, byłą marszałek, ministrów, a w piątek – może samego
premiera Donalda Tuska.
Tyle tylko, że idąc w niedzielę do urn, ja
wbrew złośnikom głosuję na Piaskach, warto pamiętać o jednym. Te wybory nie są
o tym, czy ktoś kocha PiS czy PO, ale o mieście. Informacja z ostatniej chwili:
Gorzów jest w ścisłej czołówce miast na prawie powiatu, gdzie podatki są
najniższe w Polsce. Niby nic, ale przy setkach innych spraw, jednak dużo.
Możliwe, bo wszyscy musieli ze sobą współpracować. Kiedy władza będzie w rękach
tylko jednej partii, nic takiego już się nie powtórzy.