Przejdź do głównej zawartości

Wójcicki czy Wilczewski?

Pozornie, gorzowianie mają ciężki orzech do zgryzienia: Wójcicki czy Wilczewski? Pierwszy ma zasługi i dokonania, za drugim stoi potężny aparat partyjny Platformy Obywatelskiej. Ci ostatni są wyjątkowo silni, bo umocnieni dobrym wynikiem do Rady Miasta.


Tak zdecydowali wyborcy. Co jednak, gdyby zdecydowali również o tym, aby Platforma Obywatelska miała nie tylko większość rajcowskich głosów, ale także własnego prezydenta? Nie chcę straszyć, ale wyobraźmy sobie, jaki skok jakościowy musielibyśmy przeżyć. Dziesiątki partyjnych działaczy i jeszcze większa liczba interesariuszy, czają się już za rogiem. Jak ktoś nie wie, co partie polityczne robią z dobrem publicznym, niech przeanalizuje wykony PiS-u w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, a także „dokonania” PO w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim i podległych mu spółkach. Pod pretekstem wnoszenia nowych standardów, obserwowalibyśmy implementację starych patologii. 

Nie piszę tego, aby stawać po stronie jednej partii i być przeciw drugiej. Raczej po to, aby uświadomić niezorientowanych, że jeśli jest wybór pomiędzy kandydatem partyjnym i bezpartyjnym na stanowisko prezydenta Gorzowa, to zawsze lepiej postawić na bezpartyjnego. Przez lata, gorzowianie doskonale to rozumieli: wybierali Tadeusza Jędrzejczaka, bo pogonił pazernych działaczy SLD, stawiali na Jacka Wójcickiego, ponieważ rozmawiał ze wszystkimi, którzy chcieli i mogli zrobić coś dobrego dla miasta. Obaj prezydenci byli skuteczni, ponieważ nie mieli na sobie partyjnego garbu.

Dzisiaj jest inaczej. Porównywanie obecnego prezydenta z jego konkurentem, Piotrem Wilczewskim, wydaje się co najmniej karkołomne. Jest kilka „drobiazgów”, które czynią ich kandydatami z całkiem innych galaktyk. Kiedy Wójcicki zostawał prezydentem, miał za sobą dwie udane kadencje w roli wójta gminy Deszczno. Nie musiał uczyć się zarządzania administracją, zamówień publicznych oraz lobbowania w interesie samorządu, któremu szefował. Z Wilczewskim, przy całym szacunku dla jego korporacyjnego sznytu, jest całkiem inaczej. Bystrzy obserwatorzy prac Rady Miasta wiedzą, że nawet tutaj nie odnotował żadnego, mniej lub bardziej spektakularnego, sukcesu.

Kolejny „drobiazg”, to bezpartyjność i partyjność kandydatów. Atutem Wójcickiego jest elastyczność, która pozwalała mu współpracować w latach 2014-2015 z PO, a następnie z PiS-em. Miasto istotnie na tym skorzystało, a do budżetu popłynęły setki milionów na drogi, halę sportową, „Kwartał kultury”, zbrojenie terenów czy wreszcie na północną obwodnicę miasta. Nie ma żadnej pewności, że oddanie całej miejskiej władzy w objęcia PO, będzie dla Gorzowa dobre. Co najwyżej, można liczyć na to, że nad Wartą zaimplementowane zostaną patologie, które dobrze znamy z urzędu marszałkowskiego.

Pozytywów nie będzie! Sejmikowa koalicja wisiała przez ostatnie lata na włosku, ale żaden z radnych wojewódzkich KO z Północy, nie rozdzierał szat w kluczowych dla miasta sprawach. Efekt? Paraliż komunikacyjny, który wspierających Piotra Wilczewskiego samorządowców "na poważnie" zainteresował dopiero na trzy tygodnie przed sejmikowymi wyborami. Ba, finansowanie Filharmonii Gorzowskiej z budżetu województwa, mimo iż starano się o to jeszcze w czasach prezydenta Jędrzejczaka, możliwe było dopiero po tym, gdy z rządowych środków zabezpieczył je PiS-owski minister kultury. Pewna radna obiecywała to w 2019 roku. I tak dalej, i tak dalej.

Tu przechodzimy do kluczowego argumentu za tym, aby nie oddawać całej władzy w mieście tylko PO. – To oczywiste, że Piotr Wilczewski jest gwarantem współpracy z samorządem wojewódzkim i rządem – napisała na portalu X, była marszałek Elżbieta Polak, którą trudno posądzić choćby o minimalną sympatię do Gorzowa. Dość przypomnieć, że dwie godziny po napisaniu tej opinii, ale już we Wrocławiu, wypowiedziała się przeciwko takim kandydatom jak Wilczewski. – Trzeba być doświadczonym samorządowcem. Nie można eksperymentować. Nie można dawać władzy tym, którzy dopiero uczą się samorządu – powiedziała, popierając prezydenta Sutryka, który konkuruje z Izabelą Bodnar.

Z prezydentem Zielonej Góry rozmawiam bardzo często, bo uważam go za dobrego włodarza. Mam w Winnym Grodzie wielu wspaniałych przyjaciół. Tam też uczyłem się w liceum. Piszę to, wyprzedzając ewentualne oskarżenia. One mogą się pojawić, ponieważ uważam, że politycy PO z Zielonej Góry, świadomie i z premedytacją, ale też za cichym przyzwoleniem swoich kolegów i koleżanek z Gorzowa, od lat działają na szkodę miasta. Tu znaleźli „pożytecznych idiotów”, którzy w zamian za „koncesje” w formie etatów, wpływów lub obietnic promocji na listy wyborcze w przyszłości, milczą lub nawet maskują antygorzowską działalność. Wiem, a nawet jestem tego pewien, że prezydentura Piotra Wilczewskiego byłaby kolejną „koncesją”. Dobrą dla aktywnych ostatnio działaczy PO, bez żadnych korzyści dla „stolicy województwa”. Jeszcze...

Liczby są po stronie obecnego prezydenta i choć nie otrzyma oczekiwanych „100%”, to zapewne liczy na część elektoratu Romana Sondeja z PiS. Ten ma tytuł do dumy z siebie, bo jego wybrańcy, a przede wszystkim eksminister Elżbieta Rafalska oraz Sebastian Pieńkowski, przysłużyli się miastu jak żadni inni politycy. Dziś władzę w Polsce sprawuje m.in. PO, ale jeśli prezydentem zostanie Piotr Wilczewski, model współpracy Wójcicki  - PiS via. Rafalska, na pewno się nie powtórzy. Dlaczego? Ponieważ nie będą musieli się starać! Mając władzę w sejmiku, większość w Radzie Miasta i swojego prezydenta, sprowadzą miasto na mielizny. 

Prawo i Sprawiedliwość ma problem, bo nawet gdyby chciało formalnie poprzeć obcego sobie ideowo Jacka Wójcickiego, nie może tego zrobić. Obóz konkurenta natychmiast okrzyknąłby  prezydenta mianem „pisiora”, co nijak się ma do rzeczywistości, ale miałoby swoją wymowę w niektórych środowiskach. Dziwne, zważywszy na fakt, że PO nie ma żadnych hamulców, aby do wsparcia Wilczewskiego zaangażować wszystko co jest możliwe: urzędującego wojewodę i marszałka województwa, partyjnych liderów, byłą marszałek, ministrów, a w piątek – może samego premiera Donalda Tuska.

Tyle tylko, że idąc w niedzielę do urn, ja wbrew złośnikom głosuję na Piaskach, warto pamiętać o jednym. Te wybory nie są o tym, czy ktoś kocha PiS czy PO, ale o mieście. Informacja z ostatniej chwili: Gorzów jest w ścisłej czołówce miast na prawie powiatu, gdzie podatki są najniższe w Polsce. Niby nic, ale przy setkach innych spraw, jednak dużo. Możliwe, bo wszyscy musieli ze sobą współpracować. Kiedy władza będzie w rękach tylko jednej partii, nic takiego już się nie powtórzy.




Popularne posty z tego bloga

NAJBARDZIEJ WPŁYWOWI GORZOWIANIE

Przygotowanie listy najbardziej wpływowych mieszkańców Gorzowa jest trudne, bo łatwo o błąd lub pominięcie ludzi naprawdę ważnych. Teoretycznie władzę i wpływy posiadają najważniejsze w hierarchii państwowo-samorządowej osoby, ale przecież one nie funkcjonują w próżni – muszą się liczyć z otoczeniem zewnętrznym: dziennikarzami, przedsiębiorcami oraz ludźmi kultury. Bywa więc tak, że ktoś jest wiceprezydentem, ważnym politykiem lub medialną personą, ale jego wpływ na społeczną wyobraźnię jest znikomy: jego zdań nikt nie powtarza, jego opinie to medialna papka, a realny wpływ ogranicza się do używania ważnej pieczątki. Poniższa lista powinna być dłuższa, ale 32 pozycje powinny w miarę rzetelnie odzwierciedlać stan faktyczny. 1.TADEUSZ JĘDRZEJCZAK – Prezydent Gorzowa Chociaż wielu widziało go już poza tronem, to nie ma wątpliwości iż jest obecnie najpotężniejszą i najbardziej wpływową osobą w mieście. Sądowy sukces dodał mu skrzydeł, a mieszkańcy i krytycy ujrzeli go w wersji...

Redaktor Bodnar na tropie układu

Dziennikarz ma pełne prawo do mówienia cokolwiek ślina przyniesie mu na język, ale byłoby lepiej, gdyby wypowiadane za pomocą języka słowa, były konsekwencją - nie tylko nadprodukcji śliny oraz inflacji nabłonka i resztek pokarmu - ale również myślenia, a więc połączeń neuronowych, które powinny mieć miejsce nawet u dziennikarzy mediów publicznych. Niewinne manipulacje uchodzą w mediach prywatnych, ale nie powinny się zdarzać za pieniądze podatników … Redaktor Bodnar, to jeden z najlepszych gorzowskich dziennikarzy, ale zacho- wuje się niejednokrotnie jak blogger, a nie pracownik publicznego medium. Nie można wszędzie szukać ukłądu - zwłaszcza na podstawie plagiatu z nacjonali - stycznej "Gazety Polskiej Codziennej"... Pomyśleć, że wszystko miało miejsce w medium, które jeszcze kilka dni temu odmówiło emisji spotów informacyjnych gorzowskiej „Solidarności” w których związkowcy krytykowali marszałek Elżbietę Polak . Teraz „ na tapetę ” poszedł przedsiębiorca oraz dział...

Moje 27 lat wolności...

Wymarzyłem sobie, że zostanę żołnierzem, potem chciałem być kolejno: księdzem, politykiem, biznesmenem czy dziennikarzem. Fenomen ostatnich 27 lat wolności polega na tym, że na prawdę można osiągać zamierzone cele i nie trzeba pytać nikogo o zdanie lub opinię. Marzenia się spełniają, ale trzeba być sobą, mieć własne poglądy i głęboko w dupie oficjalne konwenanse, a szczególnie polityków...                 Moja prywatna historia 27 lat wolnej Polski, to czas magiczny i trudno go opisać słowami. Co gorsza, każdy kolejny rok przybierał na szybkości, a ja do dzisiaj nie potrafię zrozumieć, jak znalazłem się tutaj, gdzie jestem. Oczywiście, wiele rzeczy chciałoby się cofnąć i zrobić je lepiej, ponownie znaleźć się w miejscu,  gdzie w ostatnich 27 latach podejmowałem najważniejsze decyzje. Chciałbym stanąć rok po roku na rozstaju dróg, całkowicie od nowa czytając drogowskazy, których kiedyś nie rozumiałem lub świadomie je omijałem, a który...