Przejdź do głównej zawartości

Platforma nie rządzi krajem na własne życzenie

Od prawie roku Platforma już nie rządzi w kraju i w dużej mierze na własne życzenie. Mówiłem o tym publicznie wielokrotnie, a wszystko dla dobra tej formacji i dlatego, że zapisując się do niej jako do pierwszej partii w życiu, wierzyłem w wynikającą z deklaracji założycielskiej swobodę wypowiedzi i wolność słowa. Chciałbym być kiedyś marszałkiem województwa, bo tak po ludzku, to ukoronowanie pracy każdego samorządowca.

FOT. Facebook/ Ciemnoczolowski

Rozmowa z byłym wicemarszałkiem województwa i radnym wojewódzkim Platformy Obywatelskiej SEBASTIANEM CIEMNOCZOŁOWSKIM.

Nad Wartą: Lubuska Platforma Obywatelska jest silniejsza bez Tomasza Możejki, dużo słabsza, czy decyzja władz krajowych jest dla lubuskich struktur bez znaczenia ?

Sebastian Ciemnoczołowski: To interesująca poznawczo postać. Znam go od wielu lat i to z bardzo różnych sytuacji - zarówno z czasów, gdy był bliskim współpracownikiem Jacka Bachalskiego, a także z tych, gdy  został pierwszym przybocznym jego kontrkandydatki Bożenny Bukiewicz. Mówiąc uczciwie obu służył z oddaniem.

N.W.: Wielu zarzucało mu, że tej ostatniej, to już ze szczególnym oddaniem, by nie powiedzieć wiernopoddańczością...

S.C.: Zawsze był skuteczny i sumienny. Niestety, Tomek miał też taką konstrukcję żołnierską, w której liczy się rozkaz, a nie przekonania czy własne zdanie. To na pewno nie jest typ "krakowskiego intelektualisty" i uzewnętrzniło się to szczególnie wtedy, jak Platforma wygrała pierwsze wybory w kraju...

N.W.: ...po prostu zyskał na znaczeniu i dobrze to wykorzystał.

S.C.: Nasze drogi się wtedy rozeszły. Dzisiaj widać, że jego „siła” nie wynikała z jego pozycji, a ogromnego poparcia jakim cieszyła się PO i pozycji samej przewodniczącej Bukiewicz, a ona to poparcie straciła właśnie przez takich ludzi jak Tomasz. Mówię to z przykrością, bo życzyłem mu dobrze. Chciał zwasalizować sobie całą partię, myślał głównie o własnych interesach, a kiedy z żołnierza chciał zostać samodzielnym graczem, został przez szefową odsunięty na boczny tor.

N.W.: Co jego, nikt mu nie zabierze, bo żył jak „pączek w maśle”.

S.C.: Tak, Tomek osobiście dużo zyskał na członkostwie w partii rządzące. Był wybitnie dobrze opłacanym dyrektorem, szefem sejmiku i wpływowym sekretarzem partii. Chyba jako jedyny w regionie dysponował dwoma samochodami służbowymi różnych instytucji . Jego „siła” objawiała się jednak wieloma słabościami takimi jak np. kuriozalna i anegdotyczna już decyzja o wyróżnieniu swoich kierowców laurem „Zasłużony dla Województwa Lubuskiego”. Mocno wpływał na decyzje personalne, siał strach i łamał ludzi i ja te „pieszczoty” też miałem okazję wielokrotnie odczuć. Dzisiaj Platforma Obywatelska może być silniejsza, ale nie zależy to już na szczęście od Możejki.

NW.:  Wyrzucacie Możejkę, a marszałek mianuje szefem gorzowskiego szpitala byłego platformerskiego wojewodę, który tuż przed wyborami odszedł do Nowoczesnej, a na gorzowskim bulwarze grzmiał, że rządy Platformy i jej konflikt z PiS-em, to „zmarnowany czas dla regionu”. To komunikaty mało zrozumiałe dla działaczy i wyborców ...

S.C.: Przy tym pytaniu przypominają mi się okoliczności niezrozumiałej dla mnie decyzji odwołania Jerzego Ostroucha z funkcji wojewody. To nie znaczy oczywiście, że nie wiem dlaczego został odwołany, bo była to decyzja wybitnie polityczna. Nie znam jednak tej wypowiedzi Ostroucha, ale gdyby nawet padły takie słowa, to ówczesne emocje mogły to uzasadniać. Z kolei powołanie Jerzego Ostroucha na szefa szpitala, świadczyć może tym bardziej o tym, że marszałek Polak nie jest małostkowa, a wybór nie był decyzją polityczną.

N.W.: W lubuskich strukturach nie widać jakiegoś specjalnego ożywienia w partii. Miały być Kluby Obywatelskie, zejście niżej i bycie blisko działaczy, a czuć wciąż traumę powyborczą. Co się dzieje ?

S.C.: W całym kraju trwa audyt struktur i na pierwszy ogień poszło właśnie Lubuskie, a później inne regiony. Czekamy na koniec tych prac i ich podsumowanie, bo zdecydują one miedzy innymi o tym, kiedy odbędą się w strukturach PO nowe wybory, jakie cele na najbliższe miesiące obierzemy i jak przemodelowane zostanie zarządzanie strukturą partii. Kluby Obywatelskie działają i osobiście uczestniczyłem w kilku takich spotkaniach z Grzegorzem Schetyną, Borysem Budką czy choćby profesorem Orłowskim i Rosatim.

N.W.: To wszystko dzieje się trochę jakby z konieczności i brak tego entuzjazmu działaczy, który widać było kilka lat temu.

S.C.:  Bo wszystko wymaga czasu. Porządkowane są w regionie finanse, następuje przegląd powiatów i kół, biuro regionu zmieniło siedzibę i sposób organizacji, a komisarz regionu Waldemar Sługocki, odbył wiele spotkać w terenie z szefami kół i wyborcami PO. Ożyła wreszcie strona www i fun page PO w regionie. Powołani zostali pełnomocnicy okręgów wyborczych do sejmiku. Trwają prace nad nowym programem PO. Jest więc czas na intensywną pracę w ciszy i spokoju na własnym podwórku, ale i czas na pracę medialną i wizerunkową. Musimy równocześnie odbudowywać popękane fundamenty.

NW.: Ma pan potencjał i doświadczenie: były wicemarszałek, sekretarz PO, prezes w funduszu ochrony środowiska i burmistrz. Czuł się Pan przez ostatni okres, powiedzmy dwóch lat, potrzebny partii ? Było zapotrzebowanie na takich jak Pan ?

S.C.: Proszę o następny zestaw pytań...

N.W.: Nie będzie takiego – może być dopisek: „Nie chciał odpowiedzieć”...

S.C.:  Nie mam wyjścia. Niestety od wielu lat wielu doświadczonych ludzi w PO po prostu stracono, wyrzucając ich z partii, albo skutecznie burząc ich zaangażowanie i dotyczyło to także mojej osoby. Ale nie tylko, bo każdego kto miał trochę inne zdanie niż linia szefostwa partii.

N.W.: Ciekawe, jak na partię z „obywatelskością” w nazwie...

S.C.: Od prawie roku Platforma już nie rządzi w kraju i w dużej mierze na własne życzenie. Mówiłem o tym publicznie wielokrotnie, a wszystko dla dobra tej formacji i dlatego, że zapisując się do niej jako do pierwszej partii w życiu, wierzyłem w wynikającą z deklaracji założycielskiej swobodę wypowiedzi i wolność słowa. W tamtych czasach nikt nie liczył na żadne fuchy oraz funkcje, bo mieliśmy 7 procent poparcia i do rządzenia czekała ją daleka droga. To mnie ukształtowało i może dlatego później przez moją krnąbrność, nie doceniano przesadnie mojego doświadczenia. Generalizując: członek PO miał być karny i podporządkowany. Miał słuchać i nie marudzić. Ja takiej natury nie mam. Z funkcji wicemarszałka partyjni koledzy radni odwoływali mnie, dziękując za merytoryczną pracę, a działo się to wbrew decyzjom i opiniom niektórych bardzo ważnych w PO osób w Warszawie. Tam moją pracę dostrzegało się bez skrzywienia optyką lokalnych gierek i układzików.

N.W.: Zwykli działacze, samorządowcy z powiatów i gmin chyba nie czuli się szczególnie potrzebni. Wszystko płynęło z góry na dół, a nie z dołu do góry. Może dlatego przegraliście ?

S.C.: Bardzo możliwe. Zna pan zasadę BMW? Bierny, mierny, ale wierny. To zresztą żaden nowy wynalazek. Działa w każdej partii, ale Platforma Obywatelska mogła się tego ustrzec.

N.W.: A nie nie ustrzegła ?

S.C.: W drugiej kadencji niestety tak uwierzono we własną nieomylność, że głosy z dołu były nieistotne. Ważne dla góry było to, co powiedział szef regionu, a przecież ten najczęściej prowadził własną politykę personalną. I zgodnie z zasadą BMW najczęściej do rządzenia, reprezentowania wyborców, nie wybierani byli najlepsi. Frukty otrzymywali często ludzi nieznani z żadnych osiągnięć, kilkukrotnie o podejrzanym życiorysie. Trzeba o tym teraz mówić głośno, bo jak zamieciemy wszystkie „śmieci” pod dywan, to i tak się kiedyś wysypią. Może jestem naiwny, ale tak uważam i nie możemy udawać, że nic się nie stało.

N.W.: Reasumując, okres rządów w lubuskiej PO przez Bożennę Bukiewicz, to...

S.C.: ... O matko ! Książkę mógłbym napisać, tym bardziej, że z Bożenną związany jestem emocjonalnie osobiście...

N.W.: To nie jest wywiad do „Pudelka”...

S.C.: Wiem, to oczywiście żart. Mówiłem o tym wcześniej, ale dopowiem tylko, że przewodnicząca Bukiewicz była dużo bardziej subtelna, niż Tomasz Możejko, który walił toporem. Bukiewicz chyba nikomu nigdy nie wierzyła i przez to nie potrafiła zbudować dobrej jakościowo drużyny, a w polityce taka jest niezbędna. Niestety często nie promowała najlepszych ludzi i często ich wymieniała. Wiele złego robili też jej przytakiwacze, podpowiadacze działający wyłącznie w imię własnych interesików. Ale bądźmy uczciwi:  miasto i region wiele też jej zawdzięcza i dlatego życzę jej jak najlepiej.

N.W.: Marzeniem wielu byłoby zapewne, by Marcin Jabłoński, Elżbieta Polak czy Bożenna Bukiewicz z Witoldem Pahlem i Sebastianem Ciemnoczołowskim stanowili jedną antyPiS-owską pięść, ale chyba to niemożliwe prawda ?

S.C.: Moim zdaniem – i znowu ktoś powie, że jestem naiwny – zawsze było to możliwe. Wystarczyło z każdej strony, większej dozy lojalności, mniej podejrzliwości i więcej zaufania. Tego oczekuje się oczywiście najbardziej od lidera. Marcin Jabłoński był przecież marszałkiem z rekomendacji Bożenny Bukiewicz i był to dobry okres dla regionu. Inną niestety sprawą są nasze lubuskie konflikty zielonogórsko – gorzowskie, które wychodzą i szkodzą każdej strukturze społecznej. W PiS-ie też to wyraźnie widać. Opozycja musi dzisiaj wznieść się ponad tymi podziałami.

N.W.: Jest w PO obawa przed migracjami działaczy i samorządowców do Nowoczesnej Petru ?

S.C.: Nie, a przynajmniej ja nie mam takich sygnałów. Nowoczesna jest w fazie budowania, określania się oraz wykuwania wyrazistości. Wiele pracy przed nią i dzisiaj trudno określić, co będzie za dwa lata. Może powstanie jedna wielka partia opozycyjna ? Dzisiaj mamy jakby trzy Platformy: PO, KOD i Nowoczesną.

N.W.: Dopóki macie władzę w województwie, to jest baza i nikt nie odchodzi do Nowoczesnej, ale to się może szybko zmienić. Nie obawiacie się tego ?

S.C.: Dzisiaj nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy Nowoczesna wygra następne wybory samorządowe w regionie, czy wygra je PO, a może jednak PiS. Jedno jest pewne, jeśli obie partie będą żyły konfliktem wewnątrz opozycyjnym, to pewnie którejś z nich prędzej czy później uda się „zabić” drugą, ale w konsekwencji przegrają obie i opozycja przegra. Konieczna jest konsolidacja, ale ale nie na zasadzie wojny, lecz bardzo bolesnych i trudnych dyskusji, w wyniku których osiągnie się w miarę sensowny kompromis.

N.W.: Dobra, to co teraz ? Jaki plan oprócz pozbywania się nielojalnych i niepewnych. Właściwie za kilka miesięcy trzeba już rozpocząć cichą kampanię samorządową...

S.C.: Porządkowanie struktur to sprawy techniczne i szybko się skończą. Musimy być zwarci i silni wewnętrznie, ufający sobie, aby w konsekwencji mozolnie odbudowywać zaufanie ludzi. Spotkania, spotkania, spotkania, rozmowy i dobra komunikacja na różnych poziomach, także tym narzędziowym. Myślę choćby o Internecie, bo tu jest przestrzeń i potencjał do działania.

N.W.: Sześć lat rzadów marszałek Elżbiety Polak to same sukcesy, czy jednak jest coś co można uznać za porażkę lub zaniechanie, które według zaplecza politycznego miało miejsce  ?

S.C.: Świat nie jest czarno biały i nie składa się z samych sukcesów lub samych porażek. Są bardzo widoczne i namacalne osiągnięcia, ale i rzeczy które można było zrobić lepiej. Ważne, że można je poprawiać. Jestem radnym wspierającym tę koalicję, marszałek Polak i jej zarząd. Swoje opinie przekazuję i wolałbym nadal przekazywać jej osobiście, a nie poprzez media. Generalnie region rozwija się bardzo dobrze.

N.W.: W czym marszałek Polak jest lepsza od eksmarszałka Marcina Jabłońskiego ?

S.C.: Nie brałem nigdy bezpośredniego udziału w pracach zarządów, ani Marcina Jabłońskiego, ani Elżbiety Polak, więc nie potrafię odpowiedzieć na pytanie w czym jest lepsza od Marcina Jabłońskiego i odwrotnie w czym Marcin Jabłoński jest lepszy od pani marszałek. To dwie różne postacie, o różnej osobowości, temperamencie i charakterach. Oboje są bardzo doświadczonymi samorządowcami, skutecznymi i wyraźnie zaznaczyły swoją obecność w regionie i poza nim.

N.W.: No to w czym jest gorsza ?

S.C.: A pan swoje.  Powiem przewrotnie: kobiety są z Wenus, a mężczyzni z Marsa z wszelkimi  idącymi za tym konsekwencjami dla obu stron. Tymi dobrymi i gorszymi.

N.W.: Jest Pan w polityce „od zawsze”. Jak bardzo zmieniła się lubuska polityka ta z tamtych czasów romantyzmu tworzenia PO, względem tej jaką obserwujemy dzisiaj ?

S.C.: Dzisiejsza polityka jest zupełnie inna, napiętnowana czasami szybkich obrazków i krótkich zdawkowych informacji. Brak w niej ambitnych analiz i skupienia. Jest krzykliwa i wyjątkowo krzykliwa, napastliwa i głośna. Może dlatego ludzie pozamykali się trochę w domach, stali się bardziej aspołeczni, skoncentrowani na sobie i swoich celach. Młodzi siedzą w tabletach i komórkach, tłitują, snapują i instagrują. Większość z wyborców zdobywa wiedzę w mediach, a nie szkołach, książkach czy poważnych analizach. To prowadzi do patrzenia na większość spraw bardzo fragmentarycznie, płytko poprzez siebie i swoje korzyści. Nie chcę narzekać, ale widzę to także w polityce. Dostrzegam jednak na horyzoncie nowych romantyków.  W zielonej Górze poznałem kilku fantastycznych młodych ludzi, którzy zaczynają angażować się w sprawy społeczne w sposób zaskakująco dojrzały.

N.W.: Kiedyś na listy wyborcze i do partii szukało się w powiatach i gminach osobowości oraz indywidualnosci, a dziś – jak w korporacjach –tacy ludzie to zagrożenie ?

S.C.: Tak rzeczywiście kiedyś było, a ja osobiście jeździłem po gminach i powiatach szukać ludzi z autorytetem w terenie. Odnoszę wrażenie, że parę lat temu takie osoby zaczęły być w PO traktowane jako zagrożenie. Wierzę, że to się za chwilę zmieni i wrócimy do praktyki z początków PO. To zresztą konieczność, bo ostatni wynik do Sejmiku Wojewódzkiego - poza Zielona Górą i Gorzowem, gdzie rzeczywiście postawiono na liderów - był totalnym rozczarowaniem właśnie dlatego, że na listach znaleźli się ludzie, którzy nigdy tam się znaleźć nie powinni, bo nie wnosili nic dla nikogo.

N.W.: Bo listy konstruuje się według klucza: ten kogo mają wybrać i cała reszta, ale aby nie za mocna, bo zagrozi partyjnym nominatom.

S.C.: Niestety, w dużej mierze to prawda, a bierze się to stąd, że słaby lider w regionie obawia się silnych osobowości na listach i wycina nietuzinkowe postacie. Słaby lider regionu, zawsze wybiera sobie słabych liderów w powiatach, a Ci kolejnych słabych kandydatów na listy. To małe i głupie, ale to nas pogrążyło. Silny lider nie boi się silnych osobowości, bo one stanowią dla niego wartość dodaną, która buduje także jego pozycję. Poza tym, szansą są młodzi i tam trzeba szukać potencjału dla PO.

N.W.: Tak mówią wszyscy. Politycy potrafią mówić młodzieżowym slangiem i nawet posługiwać się tymi samymi narzedziami, ale czy myślą tak samo ?

S.C.: Ja sam młodego pokolenia nie rozumiem tak jak kiedyś, choć uważam, że nie jest źle, bo i emerytem jeszcze nie jestem. Staram się nie udawać przed młodymi, że zjadłem wszystkie rozumy i polecam to każdemu, kto chce się z młodzieżą dogadać. Młodych nie da się ściemnić na dłuższą metę. Trzeba im uczciwie powiedzieć, że nie rozumiemy tego i tego, że potrzebujemy ich rady i podpowiedzi. Trzeba ich słuchać, mniej gadać, mniej „mętorzyć” i dać im działać po swojemu, delikatnie korygując i doradzając. Muszą czuć, że traktuje się ich po partnersku, wtedy oni zaczną się polityką interesować bardziej.

NW. To teraz o Lubuskiem. Istnieje coś takiego jak „tożsamość lubuska” ?

S.C.: Takie myślenie i poczucie tożsamości dopiero się wykluwa. Bardziej związani jesteśmy z poszczególnymi miejscowościami, które mają dłuższą historię i tradycję. Śląsk, Kaszuby, Wielkopolska, Małopolska, Mazowsze to regiony, które swoją tożsamość budowały wiekami. Tworzymy lubuską historię dopiero od 1999 roku i istnieją już pewne cechy wspólne dla naszego regionu, które wyróżniające nas na tle innych: większe otwarcie na obcych czy większy optymizm, mimo średnio niższych dochodów i zamożności. Duży wpływ na tę tożsamość ma sąsiedztwo Niemiec i położenie między Brandenburgią a Wielkopolską – dobrze zorganizowanymi regionami. Trudno jednak dzisiaj jakoś szczególnie dokładnie opisać, czym jest ta tożsamość, bo jest na to za wcześnie.

N.W.: Może nie będzie okazji, bo mimo 17 lat wspólnego województwa, te podziały na Północ i Południe,  są wciąż bardzo widoczne.

S.C.: Nigdy nie mogłem się z tym podziałem pogodzić i nie akceptowałem tych lokalnych większych lub mniejszych szowinizmów.

N.W.: Tak mówi każdy polityk w Gorzowie, po czym dodaje: „A Zielona Góra, to ...” i podobnie w południowej części regionu.

S.C.: To małe, powiatowe myślenie, które ogranicza rozwój obu stolic regionu. Nic bowiem dobrego nie może wynikać ze wspólnej niechęci, często wrogości i agresji, bo nie mówimy przecież o zdrowej konkurencji. Te szowinizmy, to łatwy chleb dla większości polityków, którym w ten sposób najłatwiej jest budować sobie kapitał polityczny w myśl zawołania: „Uwaga, obcy nas biją”, choć ci „obcy”, nie wiedzą nawet, że mieli czy mają taki zamiar. To droga na skróty. Niestety ten podział obowiązuje wszędzie: wśród dziennikarzy, sportowców, naukowców czy kibiców. To smutne, bo jeśli elity same nie zaczną tego zgodnie piętnować,  to czeka nas jeszcze długi okres takiej małżeńskiej patologii.

N.W.: Małżeńską patologię rozwiązuje się poprzez rozwód. Kiedy więc skończą się środki unijne Gorzów pójdzie do Szczecina, a Zielona Góra do Dolnego Śląska...

S.C.: ...to by była katastrofa. Paradoksalnie, jako mało zamożny region w stosunku do krajów UE, możemy w następnej perspektywie być jeszcze większym beneficjentem środków UE niż teraz. Ważniejsze jednak od tego jest to, aby mimo wszystko nie uzależniać się od dofinansowania, a obecne tak wykorzystać, żeby tworzyć innowacyjne firmy i inteligentne specjalizacje, uczyć przedsiębiorczości i stworzyć potrzebną do jej rozwoju infrastrukturę. Dziś nie wiemy co będzie po „Brexicie” i nie wiemy co stanie się z Europą. Najwyrazniej przeżywamy jakiś szczególny okres w jej historii, czuć jakiś zapach wiosny ludów, która albo zdmuchnie dotychczasową strukturę społeczną Europy, albo ją poważnie zmodyfikuje. Narastają nacjonalizmy i te właśnie małe regionalne szowinizmy. Cóż, nie ma rzeczy niemożliwych.

N.W.: To niepolityczne pytanie, bo każda odpowiedź ogniskuje uwagę innych, ale tak po ludzku: chciałby Pan kiedyś być marszałkiem i odpowiadać za region ?


S.C.: Po ludzku tak, to na pewno ukoronowanie pracy każdego samorządowca. Jeżeli ktoś odpowie, że nie, a z pasji zajmuje się samorządem, to powiem, że nie jest uczciwy z sobą i wyborcami. Rozmawiałem o tym kiedyś z marszałek Polak. Powiedziała, że to naturalna droga, choć ja zacząłem ją jako młody człowiek trochę inaczej od razu z wysokiego „C”, bo będąc 30-letnim wicemarszałkiem zarządzałem  ogromnym budżetem unijnym, środkami na infrastrukturę drogową oraz portem lotniczym. Dużo to mnie nauczyło, ale najbardziej nauczyła odpowiedzialności i samodzielności praca na najniższym szczeblu samorządu i w biznesie. Dzisiaj jednak moja droga ułożyła się nieco inaczej i bardzo trudno powiedzieć jak potoczy się dalej.


Popularne posty z tego bloga

Wójcicki czy Wilczewski?

Pozornie, gorzowianie mają ciężki orzech do zgryzienia: Wójcicki czy Wilczewski? Pierwszy ma zasługi i dokonania, za drugim stoi potężny aparat partyjny Platformy Obywatelskiej. Ci ostatni są wyjątkowo silni, bo umocnieni dobrym wynikiem do Rady Miasta. Tak zdecydowali wyborcy. Co jednak, gdyby zdecydowali również o tym, aby Platforma Obywatelska miała nie tylko większość rajcowskich głosów, ale także własnego prezydenta? Nie chcę straszyć, ale wyobraźmy sobie, jaki skok jakościowy musielibyśmy przeżyć. Dziesiątki partyjnych działaczy i jeszcze większa liczba interesariuszy, czają się już za rogiem. Jak ktoś nie wie, co partie polityczne robią z dobrem publicznym, niech przeanalizuje wykony PiS-u w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, a także „dokonania” PO w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim i podległych mu spółkach.  Pod pretekstem wnoszenia nowych standardów, obserwowalibyśmy implementację starych patologii.  Nie piszę tego, aby stawać po stronie jednej partii i być przeciw ...

Sukces Rafalskiej i początek końca Polak

Z trudem szukać w regionalnych mediach informacji o tym, że największą porażkę w wyborach do Parlamentu Europejskiego poniosła była marszałek województwa, a obecnie posłanka KO, Elżbieta Polak. Jej gwiazda już zgasła, to oczywiste. Elżbieta Polak miała być lokomotywą, okazała się odważnikiem, który – szczególnie w północnej części województwa lubuskiego, mocno Koalicji Europejskiej zaszkodził. Jej wynik w wyborach do Sejmu w 2023 roku -   78 475 głosów, mocno rozochocił liderów partii, którzy uznali, że da radę i zdobędzie dla niej mandat w wyborach europejskich. Miała być nawozem pod polityczną uprawę, lecz nic dobrego z tego nie wyrosło. Marne 42 931 głosów to i tak dużo, ale zbyt mało, aby marzyć o przeżyciu w środowisku, gdzie każdy pragnie jej marginalizacji. W sensie politycznym w województwie lubuskim, była marszałek przedstawia już tylko „wartość śmieciową”: nie pełni żadnych funkcji, nie jest traktowana poważnie, jest gumkowana z partii oraz działalności wład...

Śnięte ryby i śpiący politycy. O co chodzi z tą Odrą?

  Dzisiaj nie ma już politycznego zapotrzebowania na zajmowanie się Odrą. Śnięte ryby płyną po niemieckiej stronie w najlepsze, ale w Polsce mało kogo to interesuje. Już w czasie katastrofy ekologicznej na rzece w 2022 roku, interes Niemiec i głos tamtejszego rządu, były dla polityków Koalicji Obywatelskiej ważniejsze, niż interesy Polski Niemal dwa lata temu setki ton martwych ryb pojawiły się w Odrze. Zachowanie ówczesnej opozycji przypominało zabawę w rzecznym mule. Obrzucali nim rządzących i służby środowiskowe. E fektowna walka polityczna w sprawie Odry, stała się dla polityków ważniejsza, niż realna współpraca w tym obszarze. - To jednak prawda. Axel Vogel, minister rolnictwa i środowiska landu Brandenburgia w bezpośredniej rozmowie ze mną potwierdził, że stężenie rtęci w Odrze było tak wysokie, że nie można było określić skali ogłosiła wtedy Elżbieta Polak , ówczesna marszałek województwa lubuskiego, a dzisiaj posłanka KO. Akcja była skoordynowana, a politycy tej partii jesz...