Człowiek rządzący miastem 16 lat wie sporo i można się z nim
nie zgadzać, polemizować z jego opiniami, a także krytykować za błędy, ale w
wielu przypadkach rację przyznał mu upływający czas i nieporadność następcy.
Kto wie, może lepsi są właśnie ludzie kontrowersyjni i twardzi – nawet jeśli
nie zawsze mieli rację – niż ci, którzy nie mają żadnych poglądów, nie bronią
żadnych racji, bo wolą „rozwodnić” odpowiedzialność w konsultacjach.
Rozmowa z TADEUSZEM JĘDRZEJCZAKIEM, byłym prezydentem
Gorzowa, a obecnie członkiem Zarządu Województwa Lubuskiego.
![]() |
FOT.: Lubuskie.pl |
Nad Wartą: Spoglądając na zarząd województwa można
stwierdzić, że przynajmniej teoretycznie pozycja Północy nigdy nie była tak
duża - dwóch wicemarszałków: z Gorzowa i Strzelec Krajeńskich. To ma
jakiekolwiek przełożenie na wpływy we władzach województwa ?
Tadeusz Jędrzejczak: Zaqrząd
jest ciałem kolegialnym i to, skąd ktoś pochodzi nie ma znaczenia. Mamy swoje
zakresy obowiązków i je realizujemy. Jeżeli z Północy są ciekawe projekty w
ramach ogłaszanych konkursów, to nie ma z tym problemu, ale zarząd zajmuje się
całym województwem, a nie jego częściami.
N.W.: A jak widać Gorzów z Urzędu Marszałkowskiego. To inna
optyka, widać więcej, mniej czy po prostu inaczej ?
T.J.: Widać bardzo
kiepsko...
N.W.: ...kiepsko, chyba się przesłyszałem. Czyli co ?
T.J.: No bardzo kiepsko
widać, dlatego iż tutaj jest oczekiwanie na przyśpieszenie wydawania środków
pomocowych, ale ze strony Gorzowa jakby nic się nie dzieje. W sierpniu odbyło
się spotkanie marszałek Polak z prezydentami Gorzowa i Nowej Soli, bo Gorzów
reprezentował sekretarz, ale podczas tego spotkania dowiedzieliśmy się, że
Zielona Góra będzie dysponowała 200 milionami złotych w ramach projektów, a Gorzów
zadeklarował 80 milionów. To oznacza, że Gorzów niestety nie jest przygotowany projektowo
do ważnych dla jego rozwoju konkursów.
N.W.: Z czego to wynika ? Braku wiedzy, lenistwa, głupoty,
niekopmetencji, nieumiejętności...
T.J.: Trudno mi
powiedzieć, bo nie rozmawiałem na ten temat z prezydentem Wójcickim, gdyż w
ogóle się nie spotykamy. On, ani ktokolwiek inny z grona przedstawicieli władz
miasta, nie widzi takiej potrzeby, a zatem nie wiem co się dzieje i co jest
przyczyną tego braku przygotowania.
N.W.: A jak pan idzie zielonogórskim deptakiem i widzi wielu
młodych, ale nie tylko, a także duży ruch, to boli trochę serce, że tak nie
jest na gorzowskich bulwarach lub na ulicy Chrobrego, a wszystko świadczy o tym
iż miasto nad Wartą się wyludnia ?
T.J.: Zielona Góra też się
wyludnia i dlatego poszerzyli granice miasta, otrzymując każdego roku przez
pięć lat 20 milionów złotych z budżetu państwa. Chcieliśmy przecież zrobić to
samo, ale pan Wójcicki jako wójt Deszczna był pierwszym i najgłośniejszym
krytykiem tego pomysłu. Tu w Zielonej Górze też mają problemy z deptakiem, ale
myśmy takiego nie zbudowali, bo nie było takiej zgody. Tu zarabia się niewiele
więcej niż w Gorzowie, choć jest tu wyższa średnia płaca, ale potencjał
nabywczy pieniądza jest wyższy. Wszystko dlatego, że jestu tu wiele instytucji i firm.
N.W.: Ale nie da się ukryć, że Gorzów i Zieloną Górę dzieli
dystans ogromny i jest on chyba już nie do nadrobienia.
T.J.: Ten dystans będzie
się zwiększał, bo ja widzę jak skutecznie o interesy swoich miast zabiega
prezydent Zielonej Góry w kwestii ważnych dla tego miasta projektów, ale widzę
też bezczynność władz Gorzowa. Biorę udział w zarządach na których akceptujemy
projekty z Zielonej Góry, a te z Gorzowa po prostu nie wpływają. To powoduje, że
gołym okiem widać iż Zielona Góra bardziej zabiega, aby się rozwijać i nie
zmarnować tego ostatniego momentu na środki unijne.
N.W.: Czyli uzasadnioną jest teza postawiona w jednym z
dzienników przez Zbigniewa Sejwę, że Gorzów mocno ruszył do tyłu ?
T.J.: Nie wiem co piszą w
gazetach, bo ich nie czytam, ale nie widać tu w Urzędzie Marszałkowskim
projektów z Gorzowa, które miałyby wpłynąć na rozwój miasta i dać mu napęd na
przysazłość. Jest wręcz odwrotnie i wielu to bardzo dziwi.
N.W.: A może to jest tak, że gorzowscy politycy przez lata
głównie utyskiwali na swój los i krzywdy ze strony Zielonej Góry, a należało po
prostu brać przykład: wszystkie ręce na pokład ?
T.J.: Problem był inny. Oni
nie tylko narzekali, ale zasada była taka, żeby się po prostu nie udało. Oni
uważali, że jak Jędrzejczak będzie kulał, to oni będą lepiej chodzić, lecz zapominali
w tym o mieście. Stąd się brały obstrukcje na sesjach Rady Miasta, kolejne
awantury w mediach i zarzucanie mi, że buduję pomniki. Kiedy Zielona Góra
zaprojektowała i będzie realizowała trzeci etap rozbudowy filharmonii, to w
Gorzowie robi się wiele, aby ją zlikwidować i zniszczyć. Jeżeli Zielona Góra
jest dzisiaj zakorkowana, bo trwa właśnie budowa czteropasmowej S-3 wokół
miasta, to w tym samym momencie w Gorzowie buduje się jednopasmową ulicę
Kostrzyńską, która ma S-3 połączyć z miastem. Kiedy w Zielonej Górze
przygotowuje się projekt budowy Muzeum Sztuki Współczesnej, to w Gorzowie zlikwidowano
projekt budowy Miejskiego Ośrodka Sztuki.
N.W.: Wszystko jest konsultowane, to taka nowa moda.
T.J.: Władza nie zawsze
musi konsultować każdy projekt z ludźmi, bo nie zawsze mieszkańcy na Zawarciu
będą wiedzieli jaki dla miasta będzie optymalny układ tramwajowy. Tak samo
ludzie, którzy chodzą na stadion żużlowy, niekoniecznie muszą popierać budowę Miejskiego
Ośrodka Sztuki.
N.W.: Konsultacje to nowy trend, ale też ewidentna różnica
pomiędzy panem, a Wójcickim. On woli jednak konsultować.
T.J.: Bo sprawując urząd w
mieście wielkości Gorzowa trzeba mieć odwagę do brania na siebie
odpowiedzialności. Decyzje należy podejmować, a nie nieustannie konsultować, bo
jak wiemy te konsultacje w Gorzowie nie dają wiele i nie cieszą się też
szczególnym zainteresowaniem ludzi. To wszystko powoduje, ze Zielona Góra mocno
ciśnie w kierunku rozwoju - Urząd Marszałkowski wspiera i będzie wspierał
rozwój tutejszego szpitala jako uniwersyteckiego, jest wsparcie dla wydziału
lekarskiego, a myśmy sobie w Gorzowie zafundowali zamiast akademii z połączenia
PWSZ i AWF, Akademię Jakuba z Paradyża, która musi wykonać wielką pracę, aby
mieć kierunki na których młodzież będzie chciała studiować.
N.W.: Wiesław Ciepiela napisał w „GL”, że „Gorzów chodzi w zbyt dużym garniturze”.
Może należy się pogodzić z losem miasta nad Wartą o statusie miasta
powiatowego, ale takiego fajnego, choć z siedzibą wojewody. Wielkie słowa o
Akademii Gorzowskiej, a może warto się było skoncentrować głównie na Centrum
Edukacji Zawodowej, bo miastem akademickim już nie będziemy, ale takim centrum
edukacji zawodowej na XXI wiek moglibyśmy być...
T.J.: Gorzów zawsze miał
charakter głównie przemysłowy i powinniśmy o to dbać. Status miasta
wojewódzkiego jest ważny, bo walczyliśmy o niego i udało się to z wielkim
trudem, dlatego jako miasto wojewódzkie Gorzów winien być rozwijany. Nie jest
prawdą, że chodzimy w zbyt dużym garniturze, bo wszystkie przeprowadzone
inwestycje sprawdziły się i w dodatku okazały się niezwykle potrzebne.
N.W.: Akademia przysłoniła jednak projekt niezwykle ważny i
nowatorski – Centrum Edukacji Zawodowej. Zdaje się, że dla Wójcickiego nie jest
to numer jeden.
T.J.: Niestety z Centrum Edukacji
Zawodowej opozycja i część działaczy nauczycielskich związków zawodowych,
zrobili spór pomiędzy mną jako prezydentem, a radami pedagogicznymi. Oni
uznali, że im jest dobrze jak obecnie w „budowlance”, „elektryku” i „mechaniku”,
a przecież idea była taka, by w poszpitalnych budynkach powstała szkoła XXI
wieku na skalę tej części Polski, gdzie młodzież poznawałaby nowoczesne zawody
i uczyła się na najnowocześniejszym sprzęcie przy użyciu najnowszych
technologii.
N.W.: To co nie wypaliło, że nie udało się choć zacząć ?
T.J.: Politka. Biegali moi
koledzy radni po radach pedagogicznych, do dyrektorów i nauczycieli, strasząc,
że to będzie nie wiadomo co. Pamiętam głosy działaczy związków nauczycielskich,
którzy mówili, że w CEZ będzie się uczyło tyle osób, że niezbędna będzie budowa
komisariatu policji. Ręce opadają. Istotą tego pomysłu było to, że miały być
trzy pracownie warsztatowe na najwyższym poziomie technologicznym i to wszystko
razem miało dawać szansę, że uczniowie kończący tą szkołę byliby znakomicie
wykształceni i nie mieliby problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Był też plan
pracowni językowych, a wszystko po to, by ta szkoła przyciągała młodych z wielu
miejsc, bo ona gwarantowałaby pracę. Wszystko było z myślą o przyszłej akademii
w której byłby kierunek inżynierski na którym mogliby studiować absolwenci CEZ.
N.W.: Tymczasem znika też pomysł Centrum Edukacji
Artystycznej jako ośrodka edukacyjnego.
T.J.: Niestety, to nie
jest dobra informacja. Miał powstać Zespół Szkół Artystycznych, który skupiałby
wszystkich nauczycieli uczących w szkołach muzycznych i to miała być szkoła
średnia z maturą, a wszystko w oparciu o Filharmonię Gorzowską i jej artystów, może
nawet wzmacniając to o nauczycieli z innych ośrodków. To miał być również
kolejny wydział akademii i to wszystko było spójne.
N.W.: A dziś ta spójność jest redukowana – wszystko jest
dzielone jakby „na pół” po
Jedrzejczaku, albo całkiem zarzucane. Pan też kiedyś zaczynał być prezydentem,
więc pytanie: ile potrzebuje młody człowiek z wioski, by poczuć miasto,
zrozumieć je lub się go nauczyć ?
T.J.: Ja jestem z Gorzowa,
tu się urodziłem i cały czas mieszkałem. Ale klucz jest gdzie indziej i nie
chodzi o to skąd ktoś jest. By czuć miasto, trzeba zadać sobie podstawowe
pytanie: jakie są główne problemy miasta ?
N.W.: No pan był w tej podobnej sytuacji, co Wójcicki i o co
się pan siebie pytał ?
T.J.: Nie pytałem siebie,
ale analizowaliśmy to wspólnie. Myśmy na początku pierwszej kadencji takie
pytania sobie zadali i nie odwoływaliśmy się do konsultacji. Wyszło nam
wówczas, że podstawowym celem jest budowa Zachodniej Obwodnicy Miasta, a więc podjęliśmy
decyzję o jej projektowaniu za milion dolarów, co wtedy było sumą ogromną, ale
po latach się okazało iż dzięki temu otworzyliśmy nową perspektywę dla miasta.
Sprawą drugą był fakt, że okazało się iż ponad 10 procent mieszkańców nie ma
wody bieżącej i kanalizacji. W związku z tym powołaliśmy Związek Celowy MG-6
myśląc o tym, że okoliczne gminy będą kiedyś przyłączone do Gorzowa, a razem
zmodernizujemy cały układ poboru i oczyszczania wody. To zostało zrealizowane,
bo wiedzieliśmy iż będzie to służyło w przyszłości całej Aglomeracji
Gorzowskiej. Trzecim problemem było bezrobocie, bo w okresie mojej pierwszej
kadencji poupadały wszystkie zakłądy pracy – od Ursusa, przez Silwanę, Stolbud,
a na Stilonie kończąc. Naszą odpowiedzią była przebudowa układu komunikacyjnegoi
stworzenie oddziału Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Zmieniliśmy więc plany przestrzenne i sprzedaliśmy nieruchomości, by temu
problemowi zaradzić.
N.W.: Na ile w takim razie istotni są najbliżsi współpracownicy,
bo prezydent Wójcicki żongluje nimi jak cyrkowymi piłeczkami, a z Urzędu
odchodzi właśnie absolutnie ponadprzeciętnie kompetentny Krzysztof Karwatowicz
?
T.J.: Nie on jeden
niestety. Powiem tak. Myśląc o poszerzeniu granic miasta, powołaliśmy Biuro
Aglomeracji Gorzowskiej, które przygotowało wszystkie projekty i procedury, a
następnie w wyniku negocjacji z
marszałek Polak udało się podwoić środki finansowe dla naszej części regionu. Człowiek,
który to przeprowadził i przygotował został właśnie zwolniony z pracy. To
świadczy o tym, że tu nie o kompetencje ludzi i przyszłość miasta chodzi, ale
jakąś zabawę.
N.W.: Zachodzę w głowę, bo gdybym był mniej doświadczony, to
zapytałbym tego bardziej doświadczonego już w odstawce.
T.J.: Nie każdy tak myśli.
Nie ma żadnej ciagłości tego co w Gorzowie zostało zaplanowane, poza tym co
realizować zaczęliśmy i trzeba było zakończyć, a więc „Kawka” czy projekt PWiK.
Miasto ma swoją ciągłość, a prezydenci są przechodni. Efekt jest taki, że „Plan
Transportowy” też nie jest gotowy, bo Zielona Góra już go uzgadnia z
ministerstwem i za chwilę zaczną go realizować, a Gorzów jest w powijakach. Projekty,
które zostały przemyślane, zapoczątkowane i zaplanowane, powinny być
realizowane.
N.W.: Pan nie ma sobie nic do zarzucenia z 16 lat
prezydentury z obszaru kontynuacji ?
T.J.: Ja parę projektów
moich poprzedników realizowałem i wcale się tego nie wstydziłem. Mało tego,
dwóch moich zastępców było wiceprezydentami u prezydenta Woźniaka i świat się z
tego powodu nie zawalił. Brak ciągłości i brak szacunku dla ludzi znających
miasto jest jednym z problemów z którymi obecnie boryka się miasto. Ludzi
trzeba słuchać, a w gorzowskim urzędzie poznałem wielu fantastycznych i
kompetentnych ludzi, którzy mogliby być dla prezydenta Wójcickiego wzmocnieniem,
ale on woli pokazywać im miejsce w szeregu.
N.W.: Prezydent nie słucha innych, bo uważa, ze wie , co jest
dobre.
T.J.: Nie da się w tak
dużym mieście wstawać rano i z zaspanymi oczami rzucać hasła typu: tu zamkniemy
Sikorskiego, tu zrobimy deptaczek, a potem kupimy „Przemysłówkę”. Tak wydając
środki nie realizujemy żadnych unijnych celów.
N.W.: Na szczęście mamy tramwaje.
T.J.: Tramwaje demolują nam
miasto w jego najważniejszych miejscach.
N.W.: Znam takich w Gorzowie, też byli prezydentami, co
twierdzą iż tramwaj to czynnik miastotwórczy...
T.J.: To nieprawda.
Tramwaje powodują olbrzymie koszty i nie zmieniają układu komunikacyjnego w
mieście takim jak Gorzów. Kiedyś tramwaj był najszybszym środkiem transportu,
bo nie było na taką skalę autobusów. Dzisiaj tramwaj nie odgrywa w
Gorzowie roli środka komunikacji i nie decyduje o dowiezieniu ludzi do pracy
lub do szkoły. Równie dobrze mogliby jeździć autobusami. Jestem za tym, aby w
Gorzowie były tramwaje, ale tam gdzie są potoki ludzi i mają one sens.
N.W.: Dużo mądrości, to teraz „Wujek dora rada”. To, że nie
słucha wiemy, ale gdyby miał pan dać prezydentowi Wójcickiemu radę, to jak ona
by brzmiała ?
T.J.: Aby wziął te projekty,
które były do realizacji, przeczytał je osobiście i zastanowił się z jakiego
powodu – na przykład w przypadku Kostrzyńskiej - przez 7 lat szukaliśmy finansowania
na dojazd do S-3, potem aby przeczytał korespondencję prezydenta Gorzowa z
Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, a następnie niech przeczyta
projekty w zakresie Centrum Edukacji Zawodowej i niech weźmie projekt budowy
nowego Urzędu Miasta. Potem niech sobie odpowie, czy przez dwa lata rozwiązał
choć jeden z głównych problemów miasta, który zastał, gdy został prezydentem.
N.W.: Nowe i młode nie wyszło na dobre Gorzowowi. Może nie
warto obrażać się, ale spróbować dokończyć to, co zostało przerwane i
...wystartowac jeszcze ?
T.J.: Nie. Ta kadencja
miała być moją ostatnią i najlepszą kadencją, bo mieliśmy na nią przygotowane
projekty. Projekt ZIT-owski, który podpisałem z marszałek Polak był na całe
Śródmieście, było tu Centrum Edukacji Zawodowej, rozwój Centrum Edukacji Artystycznej,
przebudowa układu komunikacyjnego na Sikorskiego i to miały być te projekty,
które zostały zaniechane. I smutna prawda jest taka, że nie będzie już nigdy
powrotu do naszych projektów, bo prezydent Wójcicki przy poparciu radnych
podjął inne decyzje. Gorzów już do tych projektów nigdy nie wróci, bo nie
będzie następnej perspektywy unijnej i takich pieniędzy. Przegraliśmy szansę
dla Gorzowa.
N.W.: To gdzie w takim razie będzie miasto za 10 lat, gdy
skończą się pieniądze i co z nim będzie ?
T.J.: Pieniądze skończą
się wcześniej, bo w 2020. Myśmy stracili te projekty, które miały służyć
rozwojowi miasta, a mówię tu o Kostrzyńskiej, projektach edukacyjnych czy
Miejskim Ośrodku Sztuki, a także o rzeczach które planowaliśmy dla kultury i
sportu. Nigdy już do tego Gorzów nie wróci i to jest najbardziej dramatyczne. Na
skutek zmian demograficznych, które następują w Polsce, zaniechano poszerzenia
granic administracyjnych miasta, a bez tego Gorzów nie będzie się rozwijać.
N.W.: Brzmi pesymistycznie.
T.J.: Gorzów za 10 lat,
nie za 5 lat, będzie miastem borykającym się z potężnymi problemami
budżetowymi, a także problemami socjologicznymi, dlatego iż rozdawnictwo
środków publicznych na lewo i prawo nie jest dobre. Ja rozumiem, że ludzie
lubią się bawić na imprezach z muzyką, ale dziś pieniądze trzeba przeznaczać
nie na zabawy, lecz to co będzie służyło miastu w przyszłości.
N.W.: Wójcicki jest szkodnikiem ?
T.J.: No nie uzyję takich
słów, ale działa mocno poniżej ambicji mieszkańców Gorzowa oraz ich oczekiwań. Mi naprawdę szkoda Gorzowa.