Większość polityków i obserwatorów zdaje się postrzegać proces
gorzowskich samorządowców jako marginalną „potyczkę”
dwóch ambitnych polityków: jednego spełnionego, a drugiego dopiero chcącego się
spełnić. Bynajmniej, nic bardziej mylnego – „marginalny
spór”, nawet z bardzo niskim wyrokiem skazującym, będzie miał bardzo duże
konsekwencje polityczne dla bohatera
Najpierw wyjaśnienie – proces pomiędzy
byłym wiceministrem z Prawa i Sprawiedliwości Markiem Surmaczem, a przewodniczącym radnych Platformy
Obywatelskiej Robertem Surowcem nie odbywa
się na kanwie przepisów cywilnych - które nie mają żadnych reperkusji politycznych
w postaci utraty mandatu radnego oraz biernego prawa wyborczego. Były
wiceminister M. Surmacz, złożył przeciwko radnemu R. Surowcowi prywatny akt
oskarżenia. Posiada on taką samą wagę jak akt oskarżenia wysyłany do sądu przez
prokuraturę. Oznacza to dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze – przewodniczący R.
Surowiec nie jest pozwanym, lecz oskarżonym – czego dziennikarze w swoich
relacjach unikają, a co ma istotne znaczenie. Po drugie – ewentualny prawomocny
wyrok skazujący polityka PO na chociażby niewielką grzywnę, będzie rodził
konsekwencje prawne w postaci utraty samorządowego mandatu i na jakiś czas możliwości
kandydowania. O co poszło ? Teoretycznie o nic wielkiego – bo wzajemne
oskarżenia i epitety w polityce to nic wielkiego i nie lata się z tym od razu
po sądach, ale nie przypadku polityka, który – inaczej jak R. Surowiec – miał w
rękach realną władzę i wpływy. „Po tym, jak w
2006 r. jednym głosem wygrałem wybory na szefa rady, Marek Surmacz powiedział
mi, że on z Elą Rafalską mogą teraz wszystko załatwić i popamiętam. Rok później
miałem zarzuty, o których dowiedziałem się nie od prokuratora, tylko od
dziennikarki Gazety Lubuskiej” – powiedział Surowiec, co w kontekście
sprawowanej przez M. Surmacza władzy, mogło zabrzmieć poważnie. „Od czerwca trwają naloty dywanowe na
Marka Surmacza. We wszystkich wypowiedziach politycy PO i SLD atakują moją
osobę. Przyzwyczaiłem się do tego, ale pan Surowiec przeholował. Ma tydzień, by uczynić to w sposób mnie satysfakcjonujący.
Jeśli tego nie zrobi, skieruję do sądu prywatny akt oskarżenia z artykułu 212
Kodeksu karnego” - powiedział – stwierdził szef klubu radnych PiS, po czym złożył
w sądzie karnym stosowny prywatny akt oskarżenia. Dzisiaj politycy PO robią
sobie ze sprawy przysłowiowe „jaja”,
jak przewodniczący Rady Miasta Jerzy
Sobolewski podczas ostatniego posiedzenia sądu. „Wysoki sąd zadaje mi za
bardzo zawiłe pytania” – drwił z Temidy przewodniczący. Sprawa jest jednak poważna.
Jeśli sąd stwierdzi: „winny” – to Surowiec
będzie mógł się odwołać do sądu okręgowego, ale to tylko o kilka miesięcy
przesunie ostateczne rozstrzygnięcie i – w przypadku skazania nawet na 100
złotych grzywny – utratę mandatu i biernego prawa wyborczego. "To nie tak, od następnych wyborów wchodzi nowy Kodeks Wyborczy, który uniemożliwia kandydowanie tylko skazanym na pozbawienie wolności" - wyjaśnia polityk SLD i prawnik Marcin Kurczyna. Tak czy inaczej, lepszym
dla przewodniczącego Surowca wariantem, było przeproszenie M. Surmacza –
zwłaszcza iż już w dniu konferencji wiadomo było iż zarzut względem niego był „naciągnięty”. A wszystko w czasie, gdy
na trzy miesiące aresztowany został znany i ceniony w wielu środowiskach filantrop oraz przedsiębiorca, pod zarzutem
wyłudzenia z PFRON dofinansowania. Należy mieć nadzieję, że z procesu wyjdzie
zwycięsko i obronną ręką – więc nikt nie powinien go publicznie oskarżać - ale
wielu polityków głośno już mówi o jego innym, choć nie mającym nic wspólnego z
firmą DRAWEX, interesie: spółce LIGNOLIT Sp. Z o.o., gdzie przewodniczący
samorządowców PO pełni funkcję prezesa zarządu. „Nie można oskarżać nikogo, to zapewne porządna i rzetelna firma, ale
pytania powstają, bo Robert sam je często stawiał innym w podobnych sytuacjach.
Może niech i teraz coś opowie, by rozwiać głupie plotki, bo na pewno nie ma
powodów do zmartwień” – mówi ważny polityk lewicy, po czym dodaje: „ Ktoś z kolegów sprawdził ten KRS oraz
oświadczenie majątkowe Surowca i wyszło mu, że mógł zapomnieć wpisać do
oświadczenia tej spółki Lingnolit albo też może nie musiał, bo nie miał
udziałów tylko był prezesem. Nie znam się na tym, ale o tym się mówi”.
Zarzut zapewne chybiony, bo choć rzeczywiście w żadnym z oświadczeń majątkowych
R. Surowca nie ma tej spółki, to Rozporządzenie Rady Ministrów precyzuje, że
nie trzeba tego wpisywać, jeśli osoba wypełniająca oświadczenie ma mniej niż 10
procent udziałów. Jest też opcja, że udziałów nie ma wcale lub pracuje społecznie. Inaczej mówiąc - robienie R. Surowcowi przez jego oponentów zarzutu z tego, że jest osobą przedsiębiorczą i ma w tym
zakresie sukcesy, jest nie na miejscu. Oby takich radnych było w przyszłym
samorządzie jak najwięcej, a gdyby zapytać samorządowców kogo woleliby w
przyszłej radzie nie mieć, to niemal wszyscy wskażą Surmacza, a nie Surowca…