Przejdź do głównej zawartości

Surmacz czy Pieńkowski ?

Pierwszą ligę gorzowskich samorządowców zdobył przebojem, potem sprytnie i podstępnie zdobył przywództwo w powiatowych władzach Prawa i Sprawiedliwości. Przebił się do centrali i zaznaczył tam swoją obecność w Radzie Politycznej. Teraz chciałby zawalczyć o pozycję przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu, ale to może się okazać trudniejsze niż myśli…

Lider gorzowskiego Kongresu Prawicy Rafał Zapadka, to działacz historycznie zasłużony, ale politycznie całkowicie wyalienowany i niestety – pozbawiony realnej oceny rzeczywistości. Tak też należy postrzegać powołany przez niego komitet na rzecz przyszłej prezydentury Sebastiana Pieńkowskiego.  Doszliśmy do wniosku, że właśnie on będzie odpowiednim człowiekiem. Skoro ma plany ubiegać się o urząd, to wykona solidną prace do jesieni. On może być jeszcze bardziej popularny niż bohaterowie masowej kultury – mówił nie dalej jak tydzień temu lider konserwatywnych liberałów. Fakty są takie, że na prawicy trwa spór o to, kto będzie kandydatem w jesiennych wyborach prezydenckich – inne dla polityków się nie liczą, bo nie dają możliwości obdzielenia rodzin, znajomych i kochanek posadami w ratuszu oraz podległych jednostkach. W obecnej sytuacji oczywistym jest, że wybory wygra urzędujący prezydent Tadeusz Jędrzejczak, ale spór idzie o coś więcej: kto i jakie zajmie pozycje z ramienia Prawa i Sprawiedliwości w przyszłorocznych wyborach do Sejmu i Senatu. „Pieńkowski musi się jeszcze uczyć, ale chce startować do Sejmu” – mówi NW stronnik tzw. „Hawelańskiej”. Ujmując rzecz szerzej i poza wybory samorządowe – do wzięcia są 4 mandaty poselskie i 1 senatorski po skompromitowanej senator Helenie Hatce, a chętnych na miejsca biorące wielu. Oprócz liderów Marka Asta, Elżbiety Rafalskiej i Jerzego Materny, chrapkę na parlamentarne ławy ma nie tylko brat biskupa Władysław Dajczak, były wiceminister Marek Surmacz, ale także S. Pieńkowski. Sukcesem tego ostatniego jest samo zaistnienie w gronie liderów gorzowskiej prawicy, a nawet przejęcie przywództwa w powiatowych strukturach PiS-u. Jest jednak pewien problem – choć w Gorzowie jest już kimś, a nawet zasiada w Radzie Politycznej PiS-u, to przez górę partii postrzegany jest głównie jako ideowy i bystry chłopak ze struktur – działacz mocno lokalny. Owszem, nie można zaprzeczyć temu iż dzięki Pieńkowskiemu czy Robertowi Jałowemu, PiS nabrał w Gorzowie na powadze oraz nowym wizerunku – jako partia coś proponująca, a nie jedynie krytykująca, ale ze świeczką szukać wśród jego znajomych takich, którzy widzieliby go już nie tylko w roli prezydenta, ale nawet kandydata na ten urząd. „Sebastian to uczciwy i mądry polityk. Nie nadaje się jednak na to by rządzić miastem” – mówi były polityk AWS, a dziś w PiS, który uważa, że gdyby Pieńkowski kandydatem jednak został, to mogłoby się to obrócić przeciw niemu samemu. „Z komuchami nie wygra, a przegrana jest pewna w pierwszej turze. Słaby i gorszy od Surmacza wynik spowodowałby, że nasza działania, by zmienić PiS na lepsze, miałyby osłabionego lidera” – mówi działacz. „Kampania nie będzie grzeczna” – ogłosił w „GL” ekswiceminister Surmacz, co w jego przypadku, nie jest niczym nowym, ale pokazuje również motywację: kampania nie ma służyć PiS-owi, ale Surmaczowi. „On gra tylko na siebie, a przecież my szykujemy się do wyborów parlamentarnych” – mówi polityk zbliżony do trzeciego koła PiS. Myślenie zasadne, ale łatwo przewidzieć, że gdyby jakimś cudem S. Pieńkowski został kandydatem PiS w wyborach prezydenckich, to jego koledzy z ul. Hawelańskiej bliżsi będą filozofii „podkładania świń”, albo przynajmniej bierności, niż hasła: „Wszystkie ręce na pokład”. Pewien kłopot – nawet dla działaczy dawnego PiS-u – bierze się stąd, że Pieńkowski jest naprawdę aktywny i pracowity, a dla partii robi bardzo dobrą pracę, co tworzy jednak mylne wrażenie, że jest prawdziwym liderem w mieście. Dzisiaj młody lider ma przed sobą co najmniej trzy etapy walki po dalszy byt w polityce, przy czym osiągnięcie pierwszego, nie gwarantuje sukcesu w drugim, a porażka w drugim, to szlaban dla trzeciego. Pierwszy etap – to wejście do gry o prezydenturę. Drugi etap – to realnie uzyskany wynik i pozycja, gdzie liczyć się będzie co najwyżej trzecia pozycja za Jędrzejczakiem i kimś jeszcze. Jeśli tak się nie stanie, nawet gdyby PiS przy sondażowych zwyżkach zwiększył liczbę mandatów w Radzie Miasta, to S. Pieńkowski na długie lata zostanie już tylko samorządowcem, bo kolejna szansa nie pojawi się szybko. Szansą jest „umiarkowana miłość” prezesa M. Asta do M. Surmacza, który niekoniecznie chciałby wspierać kogoś, kto za rok lub dwa, podejmie przeciwko niemu otwartą walkę. W razie czego - Pieńkowski ma jednak otwarte pole gdzie indziej. „On może być jeszcze bardziej popularny niż bohaterowie masowej kultury”- powiedział na konferencji prasowej R. Zapadka.  

Popularne posty z tego bloga

Wójcicki czy Wilczewski?

Pozornie, gorzowianie mają ciężki orzech do zgryzienia: Wójcicki czy Wilczewski? Pierwszy ma zasługi i dokonania, za drugim stoi potężny aparat partyjny Platformy Obywatelskiej. Ci ostatni są wyjątkowo silni, bo umocnieni dobrym wynikiem do Rady Miasta. Tak zdecydowali wyborcy. Co jednak, gdyby zdecydowali również o tym, aby Platforma Obywatelska miała nie tylko większość rajcowskich głosów, ale także własnego prezydenta? Nie chcę straszyć, ale wyobraźmy sobie, jaki skok jakościowy musielibyśmy przeżyć. Dziesiątki partyjnych działaczy i jeszcze większa liczba interesariuszy, czają się już za rogiem. Jak ktoś nie wie, co partie polityczne robią z dobrem publicznym, niech przeanalizuje wykony PiS-u w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, a także „dokonania” PO w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim i podległych mu spółkach.  Pod pretekstem wnoszenia nowych standardów, obserwowalibyśmy implementację starych patologii.  Nie piszę tego, aby stawać po stronie jednej partii i być przeciw ...

Sukces Rafalskiej i początek końca Polak

Z trudem szukać w regionalnych mediach informacji o tym, że największą porażkę w wyborach do Parlamentu Europejskiego poniosła była marszałek województwa, a obecnie posłanka KO, Elżbieta Polak. Jej gwiazda już zgasła, to oczywiste. Elżbieta Polak miała być lokomotywą, okazała się odważnikiem, który – szczególnie w północnej części województwa lubuskiego, mocno Koalicji Europejskiej zaszkodził. Jej wynik w wyborach do Sejmu w 2023 roku -   78 475 głosów, mocno rozochocił liderów partii, którzy uznali, że da radę i zdobędzie dla niej mandat w wyborach europejskich. Miała być nawozem pod polityczną uprawę, lecz nic dobrego z tego nie wyrosło. Marne 42 931 głosów to i tak dużo, ale zbyt mało, aby marzyć o przeżyciu w środowisku, gdzie każdy pragnie jej marginalizacji. W sensie politycznym w województwie lubuskim, była marszałek przedstawia już tylko „wartość śmieciową”: nie pełni żadnych funkcji, nie jest traktowana poważnie, jest gumkowana z partii oraz działalności wład...

Śnięte ryby i śpiący politycy. O co chodzi z tą Odrą?

  Dzisiaj nie ma już politycznego zapotrzebowania na zajmowanie się Odrą. Śnięte ryby płyną po niemieckiej stronie w najlepsze, ale w Polsce mało kogo to interesuje. Już w czasie katastrofy ekologicznej na rzece w 2022 roku, interes Niemiec i głos tamtejszego rządu, były dla polityków Koalicji Obywatelskiej ważniejsze, niż interesy Polski Niemal dwa lata temu setki ton martwych ryb pojawiły się w Odrze. Zachowanie ówczesnej opozycji przypominało zabawę w rzecznym mule. Obrzucali nim rządzących i służby środowiskowe. E fektowna walka polityczna w sprawie Odry, stała się dla polityków ważniejsza, niż realna współpraca w tym obszarze. - To jednak prawda. Axel Vogel, minister rolnictwa i środowiska landu Brandenburgia w bezpośredniej rozmowie ze mną potwierdził, że stężenie rtęci w Odrze było tak wysokie, że nie można było określić skali ogłosiła wtedy Elżbieta Polak , ówczesna marszałek województwa lubuskiego, a dzisiaj posłanka KO. Akcja była skoordynowana, a politycy tej partii jesz...