Przejdź do głównej zawartości

Piękno "Zielonki"

Rwanda, to podobno „Kraj Tysiąca Wzgórz”. Gorzów określa się mianem „Miasta na siedmiu wzgórzach”, a Zielona Góra to po prostu „Winny Gród”. Niektórzy chcieliby jednak, aby było jak w filmie „Hotel Ruanda” o nienawiści Tutsi i Hutu. Ci pierwsi byli podobno wyżsi i piękniejsi, a drudzy  mieli bardziej plaskate nosy. Resztę znamy – a wszystko dlatego, ze nie dostrzegli piękna, ale odpowiednio mocno podkreślili różnice. Znam gorzowskich polityków zbyt dobrze, by nie wiedzieć, że na palcach jednej ręki można policzyć tych, którym Zielona Góra się nie podoba. Problem polega na tym, że jak prześledzi się ich publikacje i wypowiedzi, to Gorzów też im się nie podoba.
              
Piękna i ponętna, uśmiechnięta, błyskotliwa i pachnąca – oto kobieta z którą kojarzę Zieloną Górę. Takim od pierwszego dnia jawiło mi się całe miasto, gdy przyjechałem doń raz pierwszy, by złożyć dokumenty do liceum przy Wyspiańskiego. Przeżycie tyleż podróżnicze i edukacyjne, co iście mistyczne – Kościół Zbawiciela, Konkatedra, Ratusz i cały ten tętniący życiem deptak  - wrażenia nie do przecenienia. Jeśli więc uznany publicysta Krzysztof Chmielnik pyta retorycznie – dziś dojrzałego mężczyznę, a wówczas nastolatka - czy Zielona Góra jest „seksy” ? Ja odpowiadam: była i jest w pełnym tego słowa znaczeniu, a jeśli ktoś tego nie dostrzega, niech zgłosi się do lekarza.
              Moje związki z Winnym Grodem, to przede wszystkim czasy liceum, a zatem: pierwsza prawdziwa dyskoteka, pierwsze nielegalne piwo, pierwsza randka i pocałunek. Dziś myślę, że był to całus nie tyle kobiety, co właśnie tego miasta. Księgarni na deptaku, pijalni piwa z gazetkami Unii Polityki Realnej, czy wreszcie sportowo-muzycznej klasy do której przyszło mi wówczas uczęszczać. Dźwięk altówki Bianci, skrzypiec Kasi i kontrabasu Bartka dźwięczą mi w uszach do dzisiaj, a znajdujące się nieopodal liceum schronisko młodzieżowe, skrywa tajemnice o których pisać tutaj nie wypada.
               To były czasy. Zielona Góra to również mój pierwszy prawdziwy wywiad prasowy z byłym ministrem Antonim Macierewiczem, który w 1993 roku przeprowadziłem do tygodnika „Myśl Polska” w siedzibie Civitas Christiana. Potem były spotkania z Piotrem Nowina Konopką na Wyższej Szkole Pedagogicznej, Januszem Onyszkiewiczem i Jackiem Kuroniem w bibliotece, czy wreszcie Januszem Korwin – Mikke w filharmonii. Działo się wówczas wiele, a dla chłopaka w moim wieku – wówczas z Rzepina – miasto dające taki ładunek emocji, było niemal Ziemią Obiecaną.
               Obecna młócka gorzowsko-zielonogórska wcale mi się nie podoba, a najbardziej niepokoi brak wzajemnego zaufania i dostrzeżenia w sobie autentycznego piękna. „Nie ma brzydkich kobiet” – powtarzają koneserzy damskich serc, a jeśli przyjmiemy za zasadę, że Gorzów i Zielona Góra to kobiety piękne i pociągające, ale absolutnie różne – wzajemne uszczypliwości powinny zejść na plan drugi. Różnice ? Nawet one wydają się archaiczne, na wyrost i nieaktualne. Tramwaje jako duma Gorzowa - dzisiaj są dyskutowanym problemem i nie wiadomo czy to atut czy obciążenie. Nie inaczej Festiwal Piosenki Rosyjskiej, który niegdyś był artystyczną wizytówką Zielonej Góry, ostatnio został odtworzony, a dzisiaj wydaje się być finansową kulą u nogi.
                W tłumie rozgorączkowanych głów tracą na znaczeniu prawda i kłamstwo. Sam nie jestem bez winy, bo zdarzało się, że nie mając pomysłu na artykuł, stawiałem na gorzowsko – zielonogórskie widowisko. Wtedy piękna tych kobiet nie widać…

ROBERT BAGIŃSKI

Nad Wartą

Popularne posty z tego bloga

Komarnicki chce być kanonizowany ! Ale najpierw celuje honorowego obywatela ...

Były komunistyczny aparatczyk w drodze po kolejne zaszczyty. Lokalni decydenci zastanawiają się,  czy nie będzie to pierwszy krok do żądania koronacji lub rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Bardziej wtajemniczeni obawiają się nawet, czy rezygnacja z urzędu biskupa diecezjalnego przez Stefana Regmunta, to nie jest pierwszy krok w drodze PZPR-owskiego aktywisty po zaszczyty kościelne...                      ...bo skoro Władysławowi Komarnickiemu nie wystarczają już zaszczyty świeckie, to jest obawa iż sięgnie po te, które dotychczas zagwarantowane były głównie dla duchownych. W tym wieku i tak „ już nie może ”, a żonę bez problemu mógłby umieści ć w klasztorze sióstr klauzurowych w Pniewach. Fakty są takie, że do przewodniczącego Rady Miasta Roberta Surowca wpłynęły cztery wnioski o nadanie W. Komarnickiemu tytułu „ Honorowego Obywatela Gorzowa Wielkpolskiego ” i gdyby nie rozsądek niekt...

Biskup Regmunt wyszedł zamiast Jezusa...

Kościół instytucjonalny oraz biskupi muszą się nauczyć, że nawet jeśli coś brzmi dla nich bardzo obco i niezrozumiale, to nie oznacza to automatycznie herezji, wypaczenia i  dewiacji. Dzisiaj radosny obiad w gronie rodzinnym może nieść większe przesłanie niż transparentny udział w tym lub innym nabożeństwie. Wiernym potrzeba manifestacji poszanowania i pokory, a nie manifestacji przeciw herezjom… Biskupi dalej cieszą się opinią posiadających moc afrykańskich szamanów, a politykom łatwiej skryty- kować konkurenta niż szefa diecezji... Nie można odbierać ludziom prawa do manifestowania swojej wiary i przynależności do tej lub innej konfesji. Z drugiej strony – Kościół jawi się wszystkim w glorii fizycznej siły, instytucjonalnej potęgi oraz panowania nad tłumami, choć Jezus Chrystus był słaby, pokorny i mniej elokwentny niż najmniej rozgarnięty proboszcz. Z definicji uroczystość Bożego Ciała miała być manifestacją Sakramentu Eucharystii, ale – jak to w Polsce bywa - stała si...

Znamy Jerzego i Annę, a teraz jest także Helenka Synowiec

Dzieci z polityką nic wspólnego nie mają, ale gdy w rodzinie wybitnych prawników i znanych polityków pojawia się piękna córka, nie jest to temat obojętny nad Wartą dla nikogo. Mecenas Synowiec ma powody do radości, jego urocza żona i matka Anna jeszcze więcej, a mieszkańcy Gorzowa powinni mieć nadzieję, że za kilkanaście lat, także ich córka mocno dotknie Gorzów swoją obecnością... ...bo choć dzisiaj Helenka Synowiec jest jeszcze osobą nieznaną, to za kilka lat będzie bardzo obserwowaną. Jednych takie podejście irytuje, ale ponad wszelką watpliwość w Gorzowie nikt z nazwiskiem „Synowiec”, nie może być kimś przeciętnym. „ Przedstawiam Wam nowego członka mojej rodziny córeczkę Helenkę – gorzowiankę, która urodziła się 11.10.2016 r, o godz. 8:35 ” – ogłosiła na portalu społecznościowym Anna Synowiec . Ktoś powie, że to nie temat, ale to jest właśnie temat, gdyż nikt z bohaterów nie jest przeciętny: ani ojciec, ani matka, ani nawet córka.          ...